Styczeń w Bad Gastein



Promocja żelków pod Doppellutcher'ami
 i szarmanckie spojrzenie Zakopiańczyka.

Podsumowania ciąg dalszy.
Rozdział II Rehabilitacja w Bad Gastein :)

      Bad Gastein planowaliśmy już od trzech lat. Zawsze kiedy rozmyślaliśmy o lodowych celach przed oczyma przewijał się słynny Mordor.
Wiedziałem, że nie jadę tam na Mordor - liną związałem się pierwszy raz po wypadku 27 grudnia w dodatku na ściance...
Chciałem pojechać z kimś mocnym i powspinać się dla samego ruchu w lodzie. Łysy miał szkolenie lawinowe zatem telefon wykonałem do Zakopca i tak oto Krzysiu Korn dołącza do wrocławsko-karkonoskiego składu.
Jedziemy mimo informacji o niestabilnych warunkach. Ze Szklarskiej Poręby startuje auto zapełnione Klakierem, Rutkiem, mną i Matim za kierownicą. Z Wrocławia Piotrek z Dawidem uzupełnieni o Korna przejętego z dworca. Drugiego na miejsce dojeżdża Zbyszek z górskiego miasta Gdańsk :)
Pierwszy dzień upływa na chodzeniu w poszukiwaniu lodów w warunkach. Robimy 70 metrów nietrudnego lodu z kiepską asekuracją. Mimo słabych warunków cieszymy się wspinaniem. Po południu okazuje się,
że w Gastein nie ma niczego na kształt guide office, w określone dni można uzyskać informacje o warunkach w ogólnym biurze turystycznym. Miła Pani wspomina jednak o ważnym dla nas drobiazgu - tydzień
przed naszym przyjazdem temperatura w ciągu doby z 16 stopni w minusie wzrosła na 12 w plusie co tłumaczy jasno, że musimy uciekać w górę. Kolejny dzień mierzymy dziabkami w EissArenę.

Rutek z Dawidem startują z zamysłem Mordoru, który już na podejściu robi wrażenie. Masa lodu daje wiele możliwości na każdym z wyciągów. Klakier z Matim mierzą w SeidenRaupe, Piotrek ze Zbyszkiem chcą uderzyć na Höhkarfall a Krzysiu i ja wybieramy FederWeissfall na rozwspinanie.
Feder to ładny lód, delikatnie przysypany śniegiem. Kiedy wchodziliśmy w drogę nie nosi świezych śladów przejść. Pierwszy wyciąg ciągnę na pełną długość liny startując z lewej strony lodu, a z prawej kończąc. Stanowisko z trzech śrub w dobrym lodzie. Drugi wyciąg ciągnie Krzyś i jak to z nim bywa prowadzi go wariantem przez kawałek mikstu z kruchymi soplami i słabą asekuracją znacznie podnosząc tym samym klasę drogi. Później wraca w lód i przyznaje że to jednak lepszy pomysł :) Trzeci wyciąg to łatwe pole śnieżne, łatwe wspinaczkowo lecz śladów brak. Nie wiemy co jest pod spodem, snieg jest nieco przewiany więc asekurujemy się z czego się da.
Czwarty wyciąg oryginalnie wychodzi łatwym terenem (WI 3) do drzewka, my jednak wykorzystujemy inną opcję. Po 45 metrowym wyciągu ładnego wspinania za mocne 4+ meldujemy się na górze. Droga zajęła nam nieco ponad 2 godziny więc zjeżdżamy do postawy lodowej końcówki i wspinamy się innymi dostępnymi jej wariantami.
Wieczór jest długi i taki jak być powinien. Niesamowita atmosfera, dobre jedzenie, przebieżka po okolicznych wsiach dla rozluźnienia i wreszcie powrót Chłopaków z Mordoru. Potrzebują kilku godzin na jedzenie, prysznic i inne detale pomagające nieco odpocząć. Dołączają do nas i wreszcie można uczcić Ich sukces! To niesamowite, o Mordorze myśleliśmy wszyscy już od kilku sezonów, a teraz Chłopaki wysiekali te piękne metry na tym samym wyjeździe :)
Z Krzysiem wahamy się z celami na dzień następny, z jednej strony EissArena, z drugiej Excalibur. Decyzja zapada i ruszamy na Excallibur. Klakier i Mati planują sąsiedni Yellow Submarine. Płacimy za przejazd w głąb doliny i okazuje się że pierwsze wyciągi są słabo wylane. Wszyscy rezygnujemy. Reszta ucieka na Arenę, a my z Krzysiem spacerowo udajemy się w poszukiwania lodów w dolinie. Udaje się. W zasadzie kompletnie na nos, widząc z drogi kawałeczek dosłownie sopla docieramy pod Reinfall. W tym roku skromnie wylany oferuje trudności ok WI5 na pełną długość liny. Prowadzimy, wędkujemy, kolekcjonujemy metry. Po południu zmotywowani podchodzimy pod kolejny 180 metrowy lód po drugiej stronie doliny, lecz okazuje się być cienką polewką. Gdybyśmy tylko mieli cienkie haki, kilka warthogów i camów...
Uśmiechnięci wracamy do naszego Willi Anna. Jedząc kolejną niesamowitą kolację, przygotowaną w zasadzie jeszcze w polce przez najcudowniejszą Kobietę na Ziemi, zastanawiamy się jak najbardziej produktywnie spędzić ostatni dzień w tak niesamowitym miejscu.
Wybieramy Doppellutcher'y - lewy i pracy. Nawet jeśli wylały słabo, z pewnością nauczą nas bardzo dużo. Wybór pieczętują zastane warunki, lodu jest mało więc na lewym wariancie czeka nas całkiem niezłe i czujne wspinanie. Prawy lodospad sprawia nam wiele frajdy i sporo od nas wymaga. Nawspinani i zadowolenia możemy wracać do Polski.


Komfortowy nocleg w noc przyjazdu.

Rekonesans.

Lody na końcu doliny.

Stanowisko na pierwszej zdobyczy wyjazdu.

Fotka ze słynną Eisareną.

Podejście pod Eisarenę.

Odparowujemy pod starem w drogę :)

Krzyś dociera na stan. 





Niezmarznięci, wypoczęci i uśmiechnięci. :)


Krzysiu startuje w drugi wyciąg.


Krzyś dociera na ostatni stan.


Kolejne przejścia lodowej arenki na końcu Feder'a.


Krzyś w Akcji.

Palce Krzysia w obiektywie.

Rekonesans przed Excaliburem.

Kolejno: Yellow Submarine i Excalibur.

Spacer w poszukiwaniu lodu w dolinie.

Widoczki.

Krzyś na podejsćiu pod Doppellutcher'y.

Krzyś na Lewym Doppellutcher'ze. Cienki lód i wymagajća asekuracja.

Trenujemy Abałakowy.

Krzyś po przejściu i zjazdach z  prawego lodu.

Dowód, że Krzyś nie był tam sam :)

dej

1 komentarz: